CIOS Dar plodnosci Gajdy Oaza Lokomotywa NaProMedica Poradnictwo rodzinne

Szczęść Boże!
Zima w pełni, u progu ferii (w lubuskim) a ja myślę o wypoczynku. I to bardzo poważnie. Właściwie to już odliczam godziny do wyjazdu. 

Ale jeszcze dziś do Was piszę, aby nie było pusto w waszych skrzynkach pocztowych. Ostatnio mój proboszcz wyręczał nas w mówieniu kazań, więc i ja skorzystałem z tego, i nic nie pisałem. Taka mała dezercja. Raz nie zawsze;)

Życzę Wam błogosławionego tygodnia. Pamiętam o Was nawet wtedy, gdy nic nie piszę.

 

Z Chrystusowym pozdrowieniem


ks. Daniel Geppert



Słowo na Niedzielę

VI Niedziela Zwykła 2012



Czy Jezus nie chciałby nas uzdrawiać? Przecież jest tym, który może wszystko. Pytanie powinno raczej odnosić sie do nas, czy to my tego chcemy? Czy to my chcemy być zdrowi? Od tego zależy zdolność uzdrawiania nas przez Jezusa. Nie ma nic na siłę, nie ma nic z przymusu. Co więcej, nie ma nic wbrew naszej woli! Choroba nie ma względu na człowieka. Dotyka tak samo młodych, jak i starszych. Dotyka bogatych i biednych. Szukamy pomocy u rożnych specjalistów. Bo po to się ludzie wykształcili na lekarzy, aby służyć pomocą potrzebującym. Czasem w tej chorobie chcemy być sami. Nie mówić nikomu, że coś mi dolega. Nie żalić się i nie narzekać. Chcemy sami znosić trud. To jednak nie są częste przypadki. Częściej jednak szukamy wsparcia. Bo zwyczajnie nie da się inaczej. Choroba ukazuje ludzką słabość. Że jednak nie jesteśmy tacy mocni, jak nam się to niekiedy wydaje. Dziś człowiek pełen wigoru, usłyszawszy negatywną diagnozę może zwyczajnie się załamać. Niknie w oczach. Odwiedzamy takich ludzi w naszej parafii. Po ludzku to jest dramat, bo nie ma racjonalnej odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Nie ma jednego słowa, które sprawi, że zrozumiemy sens choroby. Trędowaty musiał pozostać w odosobnieniu. Z dala od ludzi, wyłączony ze społeczeństwa. Umarły za życia. Dziś na chorobę patrzymy zupełnie inaczej. Dziś częściej słyszy się o nowych środkach, które mają pomóc w leczeniu. Ale i też nie wyklucza się ludzi. Nie skreśla się ich. Oczywiście doświadczenie choroby sprawi, że zobaczymy na kogo możemy tak naprawdę liczyć z pośród tych, którzy mienia się naszymi przyjaciółmi. Bo jak jest dobrze, to i są dobre relacje. Jak zaczyna robić się złe, to wtedy nie wiadomo jak z taką osoba rozmawiać. Jak się zachować. Stanąć nad nią i się litować? A może nie zwracać uwagi na słabość i żyć tak, jakby nic się nie stało? Wszystko przychodzi z trudem. Chyba trzeba swoją relację wyśrodkować. Nie bagatelizować, ale i nie być nienaturalnym. W rozumieniu człowieka chorego jak i samej choroby nie może zabraknąć wiary. Ona w jakimś stopniu hamuje nasze emocje. Nie pozwala się załamać. Odnawia w nas pobożność. Sam sakrament namaszczenia chorych służy właśnie temu - umocnieniu i uzdrowieniu duszy i ciała. Nie jest wbrew pozorom sakramentem ostatnim. Obok spowiedzi jest sakramentem uzdrowienia, i może być udzielany wielokrotnie. Niekiedy jest jednak za późno, aby zostać nim obdarzonym. Bo myśli się, że jeszcze będzie dobrze… Że jeszcze dam radę… Trzeba wychodzić na ulice i szukać Jezusa. Złamać jakieś ogólne pojęcia i szukać pomocy. To się działo być może z tym trędowatym, który upadł przed Jezusem i mówił: jeśli chcesz możesz mnie oczyścić! Tzn. zobacz mój ból i uczyń go znośnym. Zobacz mój bród, i oczyść mnie. Bo choroba, to nie tylko doświadczenie fizycznej słabości. Chorobą jest też samotność. Bóg który stworzył człowieka, wskazał mu wspólnotę. Wpierw siebie samego, a później drugiego człowieka. W takim zestawieniu wszystko można znieść. Bo ma się komu zawierzyć, ma się kogo prosić o wsparcie. Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić, bo ja się na to zgadzam. Ja tego oczekuję, ale ostatnie słowo, należy do Ciebie Boże. Bo z całą wiarą wołam: bądź wola Twoja. Bo Twoje działanie ma przysporzyć Tobie chwały, a ja mogę stać się znakiem Twojej obecności. Amen. 



ks. Daniel Geppert